Facet mnie zgwałcił, zamordował żonę i czuję się za to odpowiedzialn

Facet mnie zgwałcił, zamordował żonę i czuję się za to odpowiedzialn
Poniższy list został wysłany do serwisu Wyznajemy:

Pochodzę ze stosunkowo dużego miasta, wychowywałam się na nie cieszącym się najwyższą renomą osiedlu.

W szkole i w liceum byłam taką cichą myszką, ale gdy miałam 19 lat, powoli zaczynałam być trochę bardziej śmiała. Wychodziłam spod klosza i w tym czasie często zdarzało mi się flirtować z facetami. Jak teraz na to patrzę, wydaje mi się, że chciałam się odnaleźć, poszukiwałam siebie. A może po prostu tak się ma, jak nie w wieku 14 lat, to 19? Na pewno jednak nie musiało się to skończyć tak, jak się skończyło?

Był piątek, z koleżanką zdecydowaliśmy się spotkać ze znajomym, który jej się podobał. Jej faworyt Adam przyprowadził Tomka. Tomek z kolei od razu mi się spodobał. Usiadł przy mnie na tylnym siedzeniu, palił papierosa, i zapytał, co bym chciała dziś robić. Był ?bad boyem? (dalej się tak mówi?), który od pierwszej chwili zaczął mnie fascynować. Z jakiegoś powodu potrzebowałam dowodu, że mogę ?usidlić? takiego faceta. Głupia nastolatka?

Wymieniliśmy się numerami i poszliśmy gdzieś parę razy ze sobą. Za pierwszym razem wziął mnie do osiedlowego baru, gdzie siedzieli naprawdę niesympatyczni kolesie, których kojarzyłam, bo chodziłam z nimi do podstawówki, gdzie tworzyli tak zwaną ?patologię?. Jego kolega był tam barmanem. Zamówił piwo, a ja dietetyczną colę. Zwykle starałam się szukać znajomych w zabytkowym centrum miasta, ale z jakiegoś powodu (pewnie jego) przechodziłam fazę fascynacji osiedlem. Pamiętam, że towarzyszyła mi ekscytacja w takim stopniu, że prawie czułam ciarki na plecach. Czułam się jak ?dorosła? kobieta, która robią ?dorosłe? rzeczy z ?dorosłym? facetem. Ale też z jakiegoś powodu trochę się bałam.

Gdy rozmawiałam o nim z koleżankami, próbowały mnie odwieźć od spotykania się z nim, ale, chyba to znacie, koleżanki prawie zawsze tak robią. Ja się tak zadurzyłam, że byłam przekonana, że będzie moim chłopakiem, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką w życiu zrobię. I prawie była.

Gdy już byliśmy ?razem? przez jakiś czas, próbowałam na nim wymusić jakieś deklaracje, ale zawsze zmieniał temat. Raz powiedział, że ?nie jest typem, który się lubi angażować? (na marginesie: czy wszyscy ci osiedlowi badboye czytają ?Cosmopolitana??). Ale ja byłam zdeterminowana i przekonana, że ?moja miłość przezwycięży wszelkie trudności?.

Głupio i za często spotykałam się z nim na dosyć zaciemnionym parkingu pod lasem za hipermarketem. Miał jakiegoś starego gruchota i przesiadywaliśmy w nim. Pewnej nocy nasze pocałunki przemieniły się w coś więcej i zaczął domagać się seksu.

Miałam okres, ale nie chciałam o tym mówić, bo wstydziłam się swojego ciała, i delikatnie powiedziałam ?nie?. Powiedział, że go to nie obchodzi. Po wszystkim w mojej głowie wyobraziłam się, że pragnie mnie tak bardzo, że nie obchodzi go, czy mam okres. Nikomu o tym nie powiedziałam. Trochę się wstydziłam, trochę bałam się, jak ocenią moje zachowanie znajomi. Tak wyglądał mój pierwszy raz.

Skończył, co robił (nie muszę chyba pisać, że nie okazał się mistrzem seksu) i po wszystkim powiedział mi, żebym sprawdziła, co ma w schowku. Myślałam, że to prezent, okazało się, że z jakiegoś powodu chciał mi pokazać swój nóż. Wziął go do ręki i patrzył na niego z takim dziwnym wyrazem twarzy, jakby to był przedmiot, który najbardziej kocha. Tak, jak ja chciałam, żeby na mnie patrzył. Zawiedziona i brudna, poszłam potem do domu.

Pomimo wszelkich czerwonych świateł i seksie bez przyzwolenia (jak się teraz nad tym zastanawiam, to w sumie gwałcie, ale nazwijcie to jak chcecie, nie zależy mi) dalej się z nim spotykałam. Byłam młoda i baaaardzo głupia.

Po jakichś dwóch tygodniach znowu byliśmy na tym samym siedzeniu samochodu. Przyciągnął mnie do siebie i tak jak na każdej kolejnej ?randce?, chciał seksu. Powiedziałam, że nie mam nastroju. Wtedy powiedział, a będę to pamiętać do końca życia:

? Wiesz, co mam w schowku, nie? Nóż. Jestem silniejszy od ciebie i lepiej, żebyś o tym pamiętała, suko.

Pozwoliłam, żeby kontynuował. Nie myślałam wtedy, że to gwałt. To straszne, ale jak o tym myślę, to w tamtej chwili właściwie byłam wdzięczna, że nie zrobił mi większej krzywdy.

Następnego dnia miałam zajęcia na uczelni. Opowiedziałam o tym koleżance. Pamiętam praktycznie każde słowo naszej rozmowy.

? Aniu, to był gwałt ? powiedziała.

Pamiętam, jak broniłam sama siebie przed tą myślą, że zostałam zgwałcona.

? Nie, to nie był gwałt, nie walczyłam.

? Słuchaj dziewczyno, zagroził ci nożem i użyciem siły, to był gwałt! ? powiedziała, a ja czułam, że moja wersja zdarzeń nie trzyma się za bardzo kupy. Później dowiedziałam się, co to jest syndrom sztokholmski (ofiara zaczyna bronić swojego oprawcę) i wydaje mi się, że to właśnie wtedy miałam. Broniłam swojego oprawcę.

Ale nie miałam odwagi. Należy mnie za to winić? Nie powiedziałam rodzicom, ani nie poszłam z tym na policję. Zaczęłam unikać te dziewczyny, którą uważałam przecież za swoją najlepszą koleżankę. Wiem, że się bałam. Wiem, że się bałam, że Tomek wie, gdzie mieszkam. Bałam się też, że będą mnie obwiniać. Wiadomo, co ludzie mówią o gwałtach, a paręnaście lat temu obwinianie kobiet za gwałt to było coś w rodzaju naszego sportu narodowego. Poza tym winiłam siebie. Dlaczego świat miałby mnie wobec tego nie obwiniać? Tak myślałam i dlatego nic nie zrobiłam. Brakło mi odwagi.

Sprawa jak gdyby sama szybko się zakończyła. Tomek zaledwie tydzień później wyjechał, więc nie musiałam się przed nim jakoś ukrywać. A ja zaczęłam z biegiem czasu układać sobie życie, przeniosłam się bliżej uczelni i coraz bardziej traciłam kontakt z osiedlem, na którym się wychowywałam. Potem szybko przeprowadziłam się do większego miasta.

Minęło ponad 10 lat. Dwa lata temu byłam tam na pogrzebie babci i natknęłam się na koleżankę sprzed lat. Ona pamiętała, że spotykałam się z Tomkiem, a że akurat było na naszym osiedlu głośno o tym, opowiedziała mi historię, jak Tomek, w tamtym czasie już zdegenerowany alkoholik i narkoman, zabił swoją żonę na oczach małych dzieci.

Wtedy ta historia spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie mogłam zasnąć i zaczęłam sobie zadawać obsesyjne pytania. Czy gdybym wtedy zareagowała, historia potoczyłaby się inaczej? Powtarzam sobie, że nie mogę winić siebie (od tego zresztą wszystko się zaczęło), że byłam młoda, że nie wiedziałam nawet, że jest coś takiego jak prawa kobiet, i tak dalej. Ale czego naprawdę nie mogę wytrzymać i co często sprawia, że się rozklejam, to jak słyszę o młodych dziewczynach, które padają ofiarami gwałtu i jak czytam komentarze pod informacjami o tym, że ?pewnie sama tego chciała?, albo ?prowokowała?, i tym podobne rzeczy.

Mam też wrażenie, jakby w świadomości osób, które są w końcu moimi współobywatelami, panowało przekonanie, że gwałt popełniony przez Polaka na Polce jest jakimś mniejszym przewinieniem niż na przykład gwałt imigranta na Niemce, bo żadna historia o gwałcie nie wywołała takiego oburzenia i nie została tak masowo wszędzie potępiona, jak te gwałty w sylwestrową noc w Kolonii, a przecież gwałty u nas w kraju, gdzie to Polacy gwałcą Polki, zdarzają się na co dzień. Gdzie my żyjemy??? Gwałt to gwałt. Mam nadzieję, że przynajmniej moja historia pozwoli jakiejś 19-latce uniknąć tragedii, która mi się przydarzyła i ma wpływ na moje życie, mimo że minęło już tyle lat od tamtych zdarzeń.

via: http://viralka.pl/facet-ktory-mnie-zgwalcil-zamordowal-swoja-zone-i-czuje-sie-za-to-odpowiedzialna/
/

Komentarze