Fakty i mity na temat orgazmu

Fakty i mity na temat orgazmu
Czy mityczny punkt G rzeczywiście istnieje? Który orgazm jest lepszy - łechtaczkowy czy pochwowy? I czego kobieta potrzebuje do wielkiego "wow"? Zdradzamy, co na ten temat mówią eksperci.

W trakcie orgazmu kobieta zawsze krzyczy. Nieprawda

Sceny z filmów, w których bohaterki wiją się w ekstazie, jęczą, a nawet krzyczą, śmieją się lub płaczą, są wyreżyserowane. A w rzeczywistości? Najnowsze badania holenderskiego neurologa prof. Gerta Holstege'a, przeprowadzone na uniwersytecie w Groningen, wskazują, że kobieta podczas orgazmu? nieruchomieje. Prof. Holstege do badania mózgu podczas orgazmu wykorzystał PET, nowoczesną technologię standardowo stosowaną przy rozpoznawaniu zmian nowotworowych. Co się okazało? Podczas seksu kochanka wcale nie staje się wulkanem emocji. Część kobiecego mózgu odpowiedzialna za przetwarzanie uczuć podczas zbliżenia wycisza się, a w trakcie orgazmu wręcz wyłącza.
Punkt G istnieje? Niewyjaśnione do końca

Gwarant udanego pożycia, mityczne miejsce w ciele kobiety, dzięki któremu osiągnie ona niebiańską rozkosz swego czasu był szeroko opisywany we wszystkich podręcznikach. W 1944 roku niejaki Ernst Grafeberg opracował definicję zgodnie z którą punkt G znajduje się w odległości 2,5 do 5 cm od wejścia do waginy, na jej przedniej ściance. Ale czy jest tam rzeczywiście? Kilka lat temu świat obiegła opinia włoskich seksuologów, zgodnie z którą nie ma żadnego "specjalnego punktu" ani żadnych dodatkowych zakończeń nerwowych we wskazywanym obszarze. Jak to możliwe, skoro "święte miejsce" opisywano już 1000 lat temu w Kamasutrze? Nie wiadomo. Pozostaje nam przyjemność, jaką mamy z samego poszukiwania punktu G. Nie warto się tylko przejmować tym, jeśli do tej pory są nieowocne.
Szczytowanie zapewnia zdrowie. Prawda

Nie da się temu zaprzeczyć, choć? historia zna przypadki, kiedy zbyt intensywny orgazm był przyczyną stanu przedzawałowego. Ich jednak nie chcemy tu poruszać. Lekarze podkreślają, że regularny, 1-2 razy w tygodniu, seks, zakończony spełnieniem, podnosi liczbę przeciwciał w organizmie, czyli zwiększa odporność. Do tego reguluje miesiączki, łagodzi ból, a wytwarzane po orgazmie dopamina i oksytocyna pomagają osiągnąć poczucie bliskości i wyciszenia, a więc ułatwiają spokojny sen. Poza tym kobiety czerpiące przyjemność z seksu rzadziej zapadają na chorobę wieńcową. Jednak najważniejszym dla zdrowia skutkiem orgazmu jest zwiększona dawka serotoniny, czyli hormonu szczęścia! Nic dziwnego, że kobiety, które regularnie szczytują, są spokojniejsze i bardziej uśmiechnięte.
Kobiety do orgazmu potrzebują bliskości. Prawda

Prawie do 2000 roku naukowcy orgazm męski i kobiecy traktowali na równi. Obowiązywał schemat reakcji seksualnej opracowany przez zespół Mastersa i Johnsona, który przewiduje cztery fazy osiągania przyjemności ze zbliżeń: podniecenie, plateau, orgazm i odprężenie.

O ile w przypadku panów, taki model sprawdza się w większości przypadków, o tyle w przypadku płci pięknej pojawiło się wiele nieścisłości. Stąd badania kanadyjskiej seksuolog profesor Rosemary Basson, która opracowała nowy, tzw. cykliczny, model reakcji seksualnej kobiety. Podkreśliła rolę dwóch czynników - bliskości emocjonalnej i poziomu satysfakcji ze związku. Oba elementy wyjaśniły, dlaczego kobiecy orgazm charakteryzuje się tak dużą zmiennością i różnorodnością wśród konkretnych pań oraz w zależności od tego, w jakim jest cyklu życia. Badania te wykazały również, że szczytowanie nie jest ani celem, ani warunkiem udanego życia seksualnego u kobiet. Ważniejsza jest satysfakcja i poczucie zadowolenia.
Orgazm łechtaczkowy jest gorszy od pochwowego. Nieprawda

Nie wiadomo do końca, kto rozpuścił te krzywdzące plotki, ale na pewno narobiły one w niejednej sypialni sporo zamieszania. Nie ma gorszego i lepszego orgazmu. Tak samo jak nie można jednoznacznie określić, które lody są lepsze: śmietankowe czy truskawkowe. Oba smaki mają bowiem swoich wiernych fanów. Podobnie jest z orgazmami. Łechtaczkowy to gwarancja satysfakcji dostępna dla każdej kobiety. Jest wyjątkowo odprężający i przyjemny. "Orgazm pochwowy" zaś to hasło ukute w dużej mierze przez zwolenników teorii istnienia punku G. Co więc miałyby zrobić panie, które owego miejsca w swoim ciele nie znalazły?
Rozmiar nie ma znaczenia. Nieprawda

To przykra i bolesna wiadomość dla wielu panów, ale z badań psychologa Stuarta Brody'ego z University of the West of Scotland jasno wynika, że niektóre kobiety wolą jednak duże penisy. Jak się okazało, większość pań przeżywających orgazm pochwowy przyznała, że partnerowi z penisem dłuższym od przeciętnej (około 14,6 cm we wzwodzie) było łatwiej doprowadzić je do orgazmu. Może to dlatego, że stymuluje on całą długość pochwy.

Z innych obserwacji naukowych wynika natomiast, że dużo ważniejsza od długości jest grubość członka. A ta powinna być ciut większa niż przeciętna, czyli powyżej 4 cm. Na szczęście mimo tych danych, aż 85 proc. kobiet jest usatysfakcjonowane rozmiarami przyrodzenia swojego partnera (według danych opublikowanych przez "British Journal of Urology International"). Gorzej z panami, bo tu aż 45 proc. jest niezadowolonych z rozmiarów swojego penisa.

via: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/fakty-i-mity-na-temat-orgazmu/h1t4ry
/

Komentarze