Seks na mundialu. Zobacz koniecznie!

Seks na mundialu. Zobacz koniecznie!
Od blisko miesiąca wielu uczestników mistrzostw świata ma zakaz jakiejkolwiek aktywności seksualnej. Czy słusznie? Autor jedynych naukowych badań na świecie na temat zależności pomiędzy sportem i seksem wyśmiewa ten pomysł w rozmowie z Onet.pl i mówi, ile dokładnie energii zużywa człowiek podczas stosunku seksualnego. A trenerzy i tak montują w pokojach piłkarzy kamery, pilnując, aby w nocy jedynie spali.

Kwestia seksu - czy go uprawiać, a jeśli tak to w jakich ilościach i czy przed, czy po meczu - powraca niczym bumerang podczas każdych piłkarskich mistrzostw świata. Ostatecznie i tak o wszystkim decydują trenerzy. Argentyńscy piłkarze dostali od Diego Maradony zielone światło na seks. Z kolei Fabio Capello dał swoim angielskich podopiecznym szlaban na spotkania z żonami i dziewczynami. Obie drużyny odpadły już z turnieju po upokarzająco wysokich porażkach. A zatem która ze strategii jest skuteczna?

Niemcy - Seks: 8-1

Trener reprezentacji Anglii Fabio Capello już na rok przed mistrzostwami zapowiedział, że podczas turnieju będzie monitorował sytuację w pokojach za pomocą kamer, a żony i partnerki piłkarzy będą mogły odwiedzać ich podczas turnieju zaledwie raz w tygodniu i to po meczach. Capello wierzy, że brak seksu pozytywnie wpływa na wydolność piłkarzy, choć jego decyzja podyktowana była także kłopotami podczas poprzednich mistrzostw w Niemczech w 2006 roku, kiedy partnerki piłkarzy robiły wokół siebie więcej szumu niż reprezentacja na boisku.

Żony i dziewczyny angielskich piłkarzy to bardzo specyficzna grupa kobiet. Zwane w swoim kraju WAGs, czyli Wives And Girlfriends (żony i dziewczyny), regularnie pojawiają się w skąpym odzieniu (lub bez niego) na pierwszych stronach tabloidów i słyną z wzajemnych waśni oraz spektakularnych skandali.

Podczas mistrzostw świata w Niemczech WAGs zamieszkały niedaleko swoich mężczyzn, w ekskluzywnym kurorcie Baden Baden. Prasa rozpisywała się wtedy o zakupach żony Davida Beckhama, Victorii Beckham, za kwotę 60 000 funtów, tańcach na stole Cheryl Cole (żony Ashleya Cole'a) czy ocierającym się o sąd młodym wieku Melanie Slade (dziewczyny Theo Walcotta), która jako 17-latka była najmłodszą z WAGs. W rozmowach z dziennikarzami piłkarze przyznawali, że ekscesy WAGs rozpraszają ich, a obrońca Rio Ferdinand nazwał tę sytuację po prostu "cyrkiem".

Z turnieju w Niemczech angielscy piłkarze odpadli w ćwierćfinale. Seksualna wstrzemięźliwość podczas obecnych mistrzostw w RPA niewiele im pomogła - z mundialem pożegnali się już w 1/8 finału po druzgocącej klęsce 1:4 z Niemcami.

Skrajnie odmienną taktykę przyjął najsłynniejszy szkoleniowiec tych mistrzostw, Diego Maradona, który pozwolił swoim piłkarzom na niemal całkowite rozpasanie seksualne.

Lekarz reprezentacji Argentyny, dr Donato Vallani, nie pozostawił w tej sprawie wątpliwości w wypowiedzi dla Associated Press: - Piłkarze mogą uprawiać seks ze swoimi żonami i dziewczynami podczas mistrzostw świata - oświadczył dr Vallani, zastrzegając jednocześnie, że "nie powinno się to odbywać o 2 nad ranem przy szampanie i hawańskich cygarach".

A jednak seksualnie wyzwoleni Argentyńczycy dotarli w tym turnieju tylko o jeden szczebel wyżej od wstrzemięźliwych Anglików, dostając w ćwierćfinale łupnia od... Niemców! Przegrali z nimi w jeszcze wyższym stosunku niż Anglicy: 0:4.

Pochłonięte seksualnymi zakazami i zaleceniami drużyny pozwoliły Niemcom wbić sobie łącznie osiem bramek. Nie wiadomo, jaką politykę odnośnie seksu przyjął niemiecki trener Joachim Loew, ale jeśli postawił na wstrzemięźliwość, to w tym postanowieniu dzielnie wspierają niemieckich piłkarzy ich kibice. Według przeprowadzonego w Niemczech sondażu 95% kibiców deklaruje, że podczas mistrzostw wolą obejrzeć mecz swojej reprezentacji niż dołączyć do partnerki w łóżku.

Bez seksu i bez pucharu

Również historie innych drużyn nie dają jasnej odpowiedzi, czy seks obniża fizyczne możliwości sportowców, czy wręcz przeciwnie.

Po błyskotliwych zwycięstwach z Anglikami i Argentyńczykami w półfinale Niemcy musieli uznać wyższość Hiszpanów. Trener tych ostatnich, Vincente del Bosque, nie tylko zakazał swoim podopiecznym kontaktów z kobietami, ale nawet korzystania z Twittera i Facebooka. Jak na razie ta taktyka się sprawdza się stuprocentowo.

Być może zakaz uprawiania seksu pomógł też Ekwadorczykom w gładkim zwycięstwie 2:0 nad faworyzowanymi Polakami w mistrzostwach z 2006 roku. Niedoceniany Ekwador wyszedł wtedy z grupy po kolejnym efektownym zwycięstwie 3:0 nad Kostaryką, by dopiero w ćwierćfinale ulec mocnej drużynie Anglii.

Jednak identyczna taktyka nie sprawdziła się w przypadku absolutnego faworyta do mistrzowskiego tytułu z 1990 roku - grającej na własnym terenie drużyny Włoch. Trener Azeglio Vicini odseparował wówczas piłkarzy od partnerek na cały miesiąc, aby ci mogli skoncentrować się na najważniejszym celu. Drakońskie metody Viciniego doprowadziły jego piłkarzy do trzeciego miejsca w turnieju, co w całej Italii uznano za hańbiącą porażkę. W półfinale Włosi przegrali z używającymi sobie do woli ze swoimi partnerkami Argentyńczykami. - Wstrzemięźliwość zawodników przed i podczas ważnych turniejów stanowi od dawna dyskutowany, lecz wciąż nierozwiązany problem - przyznał po nieudanych mistrzostwach trener Vicini. Rok później musiał szukać dla siebie innej posady.

Trzecią drogę wymyślił trener ukraińskiej ekipy Oleh Błochin. Podczas mistrzostw w 2006 roku zakazał piłkarzom jakichkolwiek kontaktów z wybrankami ich serc, obiecując jednocześnie, że własnoręcznie otworzy kobietom drzwi hotelu reprezentacji, jeżeli Ukraińcy dotrą do półfinałów. Jakież musiało być rozczarowanie ukraińskich piłkarzy, kiedy odpadli zaledwie o jeden schodek niżej, ulegając późniejszym mistrzom świata Włochom 0:3 w ćwierćfinale.

Seks + alkohol = puchar świata

Co najmniej dwa tytuły mistrzów świata zdobyła drużyna Brazylii dzięki znanym z zamiłowania do seksu i innych nocnych rozrywek piłkarzom. Pierwszym z nich był Garrincha w 1958 roku w Szwecji, gdzie zadziwił świat bajecznymi dryblingami i wykładaniem piłki na czyste pozycje brazylijskiemu egzekutorowi Pelemu. Każdej nocy Garrincha uciekał przez okno w hotelu w poszukiwaniu wina i kobiet. Choć podczas tego turnieju nie strzelił żadnego gola, to dał dziecko poznanej w czasie swoich nocnych eskapad Szwedce. Ani zaawansowany alkoholizm, ani zarażenie się syfilisem nie przeszkodziły mu zostać najbardziej ukochanym przez swoich rodaków piłkarzem w historii.

Podczas rozgrywanych w USA mistrzostw świata w 1994 roku strategię wielkiego poprzednika skopiował brazylijski snajper Romario. Choć nocami szalał do upadłego, to głównie dzięki niemu Brazylia sięgnęła po puchar świata, a Romario został wybrany na najlepszego piłkarza turnieju. - Uważam, że każdy piłkarz powinien posiadać w kontrakcie klauzulę, zgodnie z którą musi uprawiać seks dzień przed meczem, a jeśli to możliwe, także w dniu meczu - wyznał Romario dziennikarzom magazynu "Trip". - Kiedy to robię przed meczem czuję się inaczej. Czuję się lżejszy, a moje nogi są zwinniejsze.

Jego kolega z mistrzowskiej drużyny, lewy obrońca Branco, potwierdził w rozmowie z "Daily Telegraph", że nie tylko seks, ale i alkohol pomogły Brazylii zdobyć mistrzostwo świata. - Mój syn Stefano został spłodzony podczas turnieju w 1994 roku. Seks jest dobry. Pomaga uwolnić się od stresu - mówił. - Pozwalano nam też pić alkohol, więc serwowaliśmy sobie po trzy, cztery drinki dla relaksu. I cóż w tym złego?

Podczas tegorocznych mistrzostw trener Dunga zezwolił wprawdzie swoim piłkarzom na seks, ale jedynie podczas wolnych dni. Być może to tłumaczy kiepską skuteczność jego gwiazd, która nie pozwoliła Brazylijczykom przebić się przez ćwierćfinał. W kraju, w którym wicemistrzostwo świata uważa się za porażkę, ćwierćfinał jest narodową tragedią.

Orły bez polotu (z seksem i bez)

Polscy piłkarze na turnieje w 1974 roku w Niemczech i w 1982 roku w Hiszpanii jeździli bez towarzyszek, co nie przeszkodziło im przywieźć z obu tych krajów brązowe medale. Ale ta sama strategia wstrzemięźliwości seksualnej zawiodła trenerów Jerzego Engela podczas mistrzostw w Korei i Japonii w 2002 roku oraz Pawła Janasa w Niemczech w 2006 roku. W sześciu meczach obu turniejów Polacy dali sobie wbić aż 11 goli i za każdym razem odpadali w fazie grupowej.

Pierwszym trenerem polskiej reprezentacji, który jawnie i pozytywnie ustosunkował się do kwestii seksu podczas ważnych turniejów, był... Holender. Na konferencji prasowej przed mistrzostwami Europy Leo Beenhakker dał zielone światło na wyjazd żonom i dziewczynom piłkarzy do Austrii i Szwajcarii. - Trzymanie piłkarzy przez cały czas w izolacji od świata podczas takiego turnieju jak mistrzostwa Europy byłoby po prostu głupotą - stwierdził wtedy Beenhakker. - Łącznie z przygotowaniami będziemy przecież przebywali ze sobą w jednej grupie przez cztery czy nawet pięć tygodni. To normalne, że każdy musi mieć prawo do prywatności, żebyśmy nie udusili się we własnym sosie.

Niestety, zmiana polityki seksualnej w reprezentacji nie przełożyła się na sukcesy drużyny. Podobnie jak w ostatnich dwóch mistrzostwach świata, Polacy nie zdołali przebrnąć fazy grupowej także w turnieju europejskim.

Seks jak kromka chleba

Skoro na pytanie o związek pomiędzy seksem a sportowymi wynikami nie potrafią odpowiedzieć sportowcy, precyzyjnej odpowiedzi udziela nauka w osobie psychologa sportu doktora Tommy'ego Boone'a z College of St. Scholastica w Duluth w Minnesocie. Dr Boone jest autorem jedynego na świecie badania analizującego związki pomiędzy seksem a wydolnością fizyczną, a także autorem książki "Sex Before Athletic Competition: Myth or Fact" ["Seks przed zawodami atletycznymi: Mit czy fakt"].

W 1995 roku dr Boone poddał testowi na ruchomej bieżni 11 mężczyzn, z których niektórzy uprawiali wcześniej seks, a inni nie. Opublikowane w "Journal of Sports medicine and Physical Fitness" rezultaty badań wykazały brak jakichkolwiek różnic pomiędzy badanymi grupami mężczyzn pod względem zapotrzebowania organizmu na tlen, które następuje w okresie wzmożonego wysiłku fizycznego.

- Nawet podczas najbardziej dzikiego stosunku seksualnego organizm zużywa przeciętnie 250 kalorii na godzinę, czyli 4 kalorie na minutę - mówi dr Boone w rozmowie z Onet.pl. - Zakładając, że przeciętny mężczyzna potrzebuje 5 minut na osiągnięcie orgazmu, pod względem energetycznym stosunek seksualny kosztuje go marne 25 kalorii. Jest to odpowiednik jednej czwartej kromki chleba, która zawiera w sobie 100 kalorii.

A co ze sportowcami, którzy preferują długą grę wstępną? Czy oni nie tracą więcej kalorii? - Podczas gry wstępnej człowiek zużywa minimalne ilości energii - odpowiada dr Boone. - Nie większe niż my podczas tej rozmowy.

Czas zatem na decydujące pytanie: czy fakt, że sportowiec uprawia seks przed ważnymi zawodami, ma jakikolwiek wpływ na jego wyniki? - Nie! - stwierdza kategorycznie dr Boone. - Powstrzymywanie się od seksu przez długi czas również nie ma żadnego wpływu. Jedyne, co dostaje sportowiec w okresie wstrzemięźliwości seksualnej, to okropna nuda.

Gdyby wiedział o tym Muhammad Ali, który powstrzymywał się od seksu przez bite dwa miesiące przed każdym bokserskim pojedynkiem...

Ostateczne potwierdzenie, że seks nie wpływa źle na osiągnięcia sportowe dał nam niedawno ktoś zupełnie niezwiązany z piłką nożną. Tiger Woods zaliczył niemal tyle samo zwycięstw na polach golfowych, ile partnerek w swoim bujnym życiu seksualnym. A jeśli wierzyć tabloidom, tych drugich były setki.

via: http://facet.onet.pl/seks/seks-na-mundialu/z99zn
/

Komentarze